Thursday, 19 April 2012

Bułgaria na rowerze


Bułgaria na rowerze

Autorem artykułu jest Krzysztof Florek

Niezależnie od tego czy jesteś początkującym rowerzystą czy doświadczonym entuzjastą, Bułgaria ma naprawdę wiele do zaoferowania. Tutejsze zróżnicowane tereny i dziewicze wiejskie krajobrazy to idealne miejsce na rowerowe wycieczki.
Początkujący pokochają niemal całkowity brak ruchu na drugorzędnych drogach. Generalnie ruch drogowy w Bułgarii jest nieporównywalnie mniejszy niż w Polsce i może naprawdę miło zaskoczyć. Wiele osób zrezygnowało z jazdy na rowerze po Polskich drogach, ponieważ jest to zwyczajnie zbyt niebezpieczne i całkiem nieprzyjemne. Jednak Bułgaria to miejsce gdzie można odkryć radość z jazdy na dwóch kółkach na nowo, zwłaszcza jeżdżąc po drogach pomiędzy mniejszymi miejscowościami, na których jest bezpiecznie i można rozwinąć niezłą prędkość. Bułgarscy kierowcy co prawda nie cieszą się najlepszą opinią, ale z dala od głównych dróg sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Dają oni rowerzystom więcej miejsca i zwracają na nich baczniejszą uwagę niż w wielu innych krajach. Na dziury trzeba tu uważać tak jak i w Polsce, ale jadąc minimalnie wolniej, unikniemy większości z nich. Nie ma nic piękniejszego niż podziwianie Bułgarii z siodełka roweru. Tylko w ten sposób można naprawdę poczuć ten kraj i wszycy amatorzy dwóch kółek naprawdę powinni się poważnie zastanowić czy już dziś nie wpisać w wyszukiwarkę Bułgaria wczasy i poszukać oferty dla siebie.
Rowerzyści będą tutaj zachwyceni absolutną wolnością- żadnych płotów lub zakazów wjazdu, można jechać gdzie tylko droga prowadzi, niezależnie od tego czy jest to szlak wypasania owiec czy ścieżka piesza, jeśli tylko dasz radę, możesz nią jechać. Piesze wędrówki były bardzo popularne w czasach komunizmu, dlatego jest tu wiele dobrze oznakowanych szlaków. Wędrowców jest teraz zdecydowanie mniej, więc przyszedł czas na rowerzystów. Ponieważ Bułgaria posiada bardzo zróżnicowane krajobrazy, każdy znajdzie tu coś odpowiedniego dla swoich umiejętności. Otwiera się też wiele nowych ‘eko-szlaków" doskonałych dla rowerzystów i często położonych w naprawdę pięknych miejscach. Jazda na rowerze po Bułgarii niezależnie od pory roku daje poczucie totalnej wolności i pozwala na chwilę zostać samemu ze swoimi myślami. Piękne szlaki wśród lasów, które wiją się między drzewami spodobają się każdemu, niezależnie od wieku, ponieważ można nimi jechać z taką prędkością z jaką tylko ma się na to ochotę. Są one idealne także na rowerowe wycieczki rodzinne zarówno dla sześcioletniego wnuka jak sześćdziesięcioletniego dziadka.
Osoby, które na rowerze lubią tylko zjeżdżać z góry, również nie będą zawiedzione, ponieważ wiele wyciągów w bułgarskich górach działa także latem, pozwalając zabrać rower ze sobą. Można więc zjeżdżać z samej góry z szaleńczą prędkością 100km/h albo sunąć powoli po wyznaczonych szlakach. Szczególnie dobrym miejscem do kolarstwa górskiego jest góra Vitosha wznosząca się na granicy stolicy Bułgarii, Sofii. Jazda na rowerach górskich staje się tu coraz bardziej popularna i pojawiły się już firmy, które organizują grupowe wyjazdy rowerowe. Również sklepy rowerowe wyrastają jak grzyby po deszczu, a w Sofii powstały już nawet pierwsze ścieżki rowerowe!
Do zobaczenia w Bułgarii i niech wiatr zawsze wieje wam w plecy...
---
WakacyjnyWynajem.pl - tanie wczasy
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Greenway – Naszyjnik Północy. Jak się z nim zmierzyć?


Greenway – Naszyjnik Północy. Jak się z nim zmierzyć?

Autorem artykułu jest hamer

Greenway - Naszyjnik Północy, to szlak o długości (odmierzonej przez jego administratora) 870 km, a rzeczywistej około 1ooo km i więcej. Aby się z nim zmierzyć, trzeba opracować sobie odpowiednią koncepcję. Artykuł ten pomoże w przyjęciu takiej koncepcji.
 Przygodę z Naszyjnikiem Północy dalej zwanym przeze mnie Naszyjnikiem można rozpocząć w dowolnym jego punkcie, pamiętając jednak o tym, że w tym samym punkcie go kończymy, po pokonaniu tych teoretycznych ośmiuset siedemdziesięciu kilometrów szlaku.

Piszę, że teoretycznie, bo organizatorzy wytyczając szlak policzyli długość wszystkich odcinków szlaku i tak im wyszło. Jest to długość administracyjna, odbiegająca i to znacznie od rzeczywistej. Rzeczywistej, czyli takiej ilości przebytych kilometrów na szlaku, które poświęcimy na zwiedzanie ciekawych miejsc i obiektów, a które położone są tuż przy szlaku, ale jednak nie na nim i aby je zwiedzić, trzeba ze szlaku odjechać, by ponownie na niego wrócić.
Ja zacząłem przygodę z Naszyjnikiem z pozycji Bornego Sulinowa, położonego na szlaku, kierując się zasadą: dojeżdżam rowerem do szlaku, pokonuję określony odcinek szlaku i wracam na koniec dnia do własnego łoża. Tym sposobem (dojazd rowerem, a także dojazd i rowerem i pociągiem) pokonałem Naszyjnik w części jego pętli wyznaczonej przez Złotów i Biały Bór. Ta druga część pętli Naszyjnika wymagała ode mnie oderwania się od własnego łoża i pokonania jej w formie kilkudniowego rajdu rowerowego, gdzie na końcu każdego etapu czekał na mnie zarezerwowany wcześniej nocleg. Tak pokonałem pętlę w jej części zaczynając w Białym Borze i rajdem po Borach Tucholskich kończąc w Złotowie.
Piszę o tym, bo uważam za ważne to, aby dobrze się zorganizować. Można też tak, jak uczynił mój przyjaciel Remigiusz, Na Naszyjnik przez Bory Tucholskie, zainstalował się w Chojnicach w schronisku młodzieżowym i także dojeżdżając do szlaku, poruszając się po nim i wracając każdego dnia do Chojnic, pokonał go. Nie polecam tej formy, bo to już jest wyczyn wymagający ogromnej kondycji fizycznej.
W każdym innym przypadku START zaczynamy w Debrznie i pokonawszy Naszyjnik kończymy w Debrznie - mieście, w którym mieści się Fundacja Naszyjnika, a miejsce startu znajduje się przy ul. Ogrodowej 26.
W kolejnych artykułach opiszę poszczególne etapy pokonanego szlaku, zamieszczając także komentarze o tym, jak się ma rzeczywistość na szlaku w stosunku do barwnych opisów, z jakimi się spotkamy, gdy ten nas zainteresuje.
Są też tacy zdobywający Naszyjnik, którzy wyposażeni są w samochód i wieszak samochodowy na rowery. Podjeżdżają do szlaku, wskakują na rower i jazda na całe 20 km . Można i tak, ale nie uchodzi. No nie uchodzi!
---
http://rowerempokraju.blogspot.com/
hamer
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Wednesday, 18 April 2012

Trans Kalahari

Travel  Banner 750 x 100

Trans Kalahari

Autorem artykułu jest Darek Hencner

Wspomnienia z wycieczki przez zieloną Kalahari, pustynię, która aż roi się od dzikich zwierząt małych i dużych. Zawsze marzyłem żeby odwiedzić wspaniałą Deltę Okawango. Wreszcie, moje marzenia spełniły się.
Z Johannesburga jechaliśmy prosto do granicy z Botswaną, nasz pierwszy przystanek to wyspa Kubu na Makgadikgadi Pans. Zobaczyliśmy tutaj inny świat. Akacje i bezkresny busz mijane do tej pory, zostały zastąpione przez księżycowy krajobraz, tak płaski jak stół bilardowy.
Tysiące lat temu było tutaj ogromne jezioro, większe niż Szwajcaria.
Wyspa Kubu – to skała granitowa wystająca dumnie z płaskiej powierzchni słonego jeziora - jedno z najbardziej znanych miejsc w Botswanie i w tym przypadku broszury nie kłamią. Fotografowie z całego świata przyjeżdżają tutaj, aby uchwycić niby z innego świata baobaby i kasztanowce, górujące nad głazami.
Przychodzi mi na myśl planeta pełna baobabów, którą odwiedził Mały Książę w słynnej powieści Antoiny de Saint-Exupéry. Na zwiedzanie wyspy przeznaczymy godzinę, następnie John daje krótki wykład na temat starożytnego jeziora i jak to pęknięcie w skorupie ziemskiej doprowadziło do ​​powstania Delty Okawango i Wodospadu Wiktorii.
Będziemy nocować w Nata Lodge, oddalonej 120 km. Nagle poczuliśmy że wolimy tutaj zostać dłużej, godzina nie wystarczy, aby docenić prawdziwą magię tego miejsca przy zachodzącym słońcu.
Kiedy Jeremy Clarkson nakręcał tutaj kontrowersyjny odcinek programu "Top Gear" w 2007 roku, opisał wyspę Kubu jako "najbardziej zadziwiające miejsce w jakim byłem." Pozostawił on nieodwracalne znaki opon na słonym jeziorze, ale miał rację co do Kubu.
Po wczesnym śniadaniu z Nata Lodge wyjechaliśmy w kierunku Delty Okavango, przed nami 600 km asfaltowej szosy przez pustynię Kalahari.

Po drodze zatrzymaliśmy się przy prawdopodobnie największym na świecie posągu mrówkojada, dokupiliśmy benzyny w Maun i zrobiliśmy godzinną przerwę na lunch. To była długa droga, ale nie obyło się bez małych przyjemności, po drodze spotykaliśmy dzioborożce, osły, krowy i ogromne termitiery wyglądające jak kapelusze gigantycznych czarownic. Przed zmrokiem musimy dotrzeć do Nguma Island Lodge.
Spędzimy dwie noce przy Okavango, w miejscu gdzie rzeka rozgałęzia się i tworzy deltę. Nie obyło się tym razem baz małych problemów. Doroczne powodzie dramatycznie uszkodziły ostatnie 12 km szosy, teren okazał się zbyt bagnisty dla 4x2 Forda Rangera. Utknęliśmy w głębokim błocie, na szczęście kiedy próbowaliśmy wydostać się, pojawiły się na horyzoncie dwa samochody jadące w tym samym kierunku. Podróżująca grupa młodych ludzi z RPA baz pytania zatrzymała się i zaoferowała nam pomoc.
Jeden z pojazdów próbował wyciągnąć naszego Forda, ale lina pękła. Sytuacja nie wyglądała najlepiej, koła naszego samochodu były coraz głębiej w błocie.
Na szczęście afrykańscy podróżnicy mieli doświadczenie na bezdrożach, dużo cierpliwości i grubą linę zwaną Puff Adder czyli żmija. W krótkim czasie nasz samochód stanął na twardym gruncie. Mówiąc najprościej, Delta Okavango jest niesamowita. Rośnie i kurczy się co roku, ale zawsze znajduje się tu dużo wody, to taka mająca powierzchnię 15000km² oaza w środku Kalahari.
Nguma Island Lodge jest w części zwanej potocznie rączką patelni (delta określana jest mianem patelni, a rzeka to rączka). Zamieszkujemy w luksusowych namiotach na podwyższonych platformach z łazienkami. Przy obiedzie, wszyscy gromadzą się wokół długiego stołu, gdzie ekscentryczny właściciel Nookie Randall serwuje fantastyczne jedzenie, a my opowiadamy przygody minionych dni.

Następny dzień zaczyna się o świcie wycieczką na mokoro. Tradycyjnie, te płaskodenne łodzie wykonane były z ogromnych pni drzew, obecnie łatwiej jest kupić w Maun łódkę z włókna szklanego za około 3000 pula. Tak zrobione mokoro jest dużo mocniejsze, ale najważniejsze że oszczędza się wiele wiekowych drzew.
W mokoro mieszczą się dwie osoby siedzące i jedna stojąca, która napędza czółno za pomocą długiej tyczki. Jest to idealny środek transportu. Łódki są szybkie i zwrotne, nie robią hałasu jak łodzie motorowe, można nimi swobodnie przemieszczać się z miejsca w miejsce po delcie porośniętej trzcinami i papirusami. Podziwialiśmy wytrzymałość fizyczną naszych flisaków, przez 4 godziny pływaliśmy labiryntem ścieżek przy bezlitośnie palącym słońcu. Po południu udaliśmy się na rejs statkiem po lagunie Guma. Obserwowaliśmy leniwie wyglądające krokodyle i wiele gatunków ptaków.
O zachodzie słońca wznosimy toasty w mniejszym kanale między wyspami papirusów. Momentalnie jesteśmy wszyscy starymi znajomymi. Tej nocy leżę w łóżku i słucham odgłosów delty, rechotanie żab i chór świerszczy przerywany basową tubą hipopotamów. Wygląda na to, że hipopotam chodzi sobie gdzieś w pobliżu mojego namiotu, ale nie chce mi się wstawać, łóżko jest zbyt wygodne. Kolejny dzień zaczyna się również wcześnie rano od tropienia zwierząt. Podczas tej wędrówki obserwujemy stado siedmiu słoni. Do leniwie poruszających się zwierząt, zakradamy się pod wiatr. Nagle jeden ze słoni unosi wysoko trąbę i zaczyna być wyraźnie podenerwowany, w oka mgnieniu te kilku tonowe zwierzęta zaczynają pędzić w naszą stronę. Adrenalina zaczyna działać i większość z nas wiedząc, że nie wolno uciekać zaczyna przyśpieszać. Tropiciel wydaje komendę stop, jesteśmy ustawieni pod wiatr, słonie nas nie czują, rozpędzone stado po chwili skręca w stronę lasu i znika w gęstwinie drzew. Okazało się, że słonie poczuły inną grupę, która podchodziła do nich z wiatrem. Nic się nie stało, ale dało nam to do zrozumienia jak szybkie potrafią być słonie.
Popołudnie spędzamy na kąpieli w Delcie Okawango, zdaniem lokalnych osób, takie pływanie jest bezpieczne, hipopotamów nie ma w pobliżu a krokodyle o tej porze dnia odpoczywają. W wodzie aż roi się od małych rybek. Wystarczy się nie ruszać przez chwilę, aby rybki zaczęły skubać nogi i zjadać stary naskórek. Następny dzień rozpoczynamy o wschodzie słońca. Naszym celem jest kemping Ngepi, również nad brzegiem rzeki Okavango, po drugiej stronie granicy w namibijskim pasie Caprivi. Ngepi jest w odległości tylko 90 km, ale najpierw zboczymy z trasy 80 km do Tsodilo Hills - kilku niskich gór na zachód od Delty Okawango.
Skały wyrastają niespodziewanie z płaskiej równiny, ozdobione są ponad 2000 eksponatami sztuki naskalnej Buszmenów. Tsodilo to jedyne w Botswanie miejsce wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, stanowiące wielkie znaczenie duchowe dla Buszmenów i innych plemion lokalnych, którzy odwiedzali te wzgórza od wieków by obcować ze światem duchów.
Jednym z najlepiej zachowanych malowideł jest panel przedstawiający antylopę eland, i opisany przez Sir Laurens van der Post, który odwiedził Tsodilo w 1958 roku. "Miałem wrażenie, że byłem we wspaniałej, prehistorycznej świątyni " Van der Post napisał.
Tsodilo jest mylące: niesamowity krajobraz, bogate dziedzictwo artystyczne - wszystko to stwarza wyjątkowe i niezapomniane miejsce, ale kemping jest zaniedbany, centrum informacji marnie prowadzone a nasz przewodnik jest mniej niż entuzjastyczny (a może to nie jego wina - Buszmenom nadano wyłącznie nominalne prawa do tego miejsca i są zmuszeni do życia w wiosce oddalonej 2 godziny pieszej wędrówki).
Musisz spędzić w Tsodilo co najmniej jeden dzień by w pełni go docenić, nie mamy na to czasu, wyruszamy w dalszą drogę. Jedziemy asfaltówką A35, przez przejście graniczne Mohembo do Namibii, i docieramy do Ngepi późnym popołudniem. Powitani jesteśmy przez dzieci robiące dużo hałasu na bębnach wykonanych z puszek i wiader.

Nasi przewodnicy John i Henkie nie mogli doczekać się Ngepi. Oczywiście, jest to ich ulubione miejsce i wkrótce zrozumieliśmy, dlaczego. Bar, ozdobiony dwoma czaszkami hipopotamów i odwrócone łodzie mokoro, służących jak siedzenia, wyglądają jakby miały tutaj miejsce niesamowite imprezy na przestrzeni lat. Jest tutaj odgrodzony "basen" w rzece Okavango, bezpieczny od hipopotamów i krokodyli.
Domki na drzewach i tradycyjne chaty, gdzie będziemy zakwaterowani są tuż przy wodzie, a cały kemping ma ponad 2 km długości, więc nie zabraknie nam otwartej przestrzeni, nawet jeśli pojawi się parę grup turystów. Po trzech nocach tutaj spędzonych, mogę śmiało powiedzieć, że jest to najlepszy obóz w jakim kiedykolwiek spałem.
Czasem proste słowa określają to najlepiej, tak jak slogan kempingu Ngepi - "mieć życie". Dnie spędzaliśmy na odpoczynku, pływaniu i wędkowaniu. Wieczorami wszyscy gromadzili się wokół ogniska, podczas gdy John i jego zespół szykował: pieczone na grillu mięso, curry z kurczaka i słodkie desery. Następnie duży garnek kawy gotowanej na ogniu. Sąsiednie Buffalo i Mahango warto odwiedzić jeśli masz na to czas. Jadąc brzegiem Okavango możesz spotkać bawoły, hipopotamy i słonie. Mahango ma cztery zwierzęta z "Wielkiej Piątki Afryki" (brak nosorożca), jak również antylopy szablorogie i końskie - gatunków rzadkie nie często spotykane w Afryce Południowej.
W nasze ostatnie południe w Ngepi wybieramy się na rejs o zachodzie słońca. Kiedy słońce, jak pomarańczowa kula wisi centymetrów nad horyzontem, John prosi nas pozostać całkowicie nieruchomo przez całą minutę, abyśmy mogli słyszeć naturę
Płyniemy łodziami mokoro przez Okawango.Kąpiel w Okawango z krokodylami
---
Darek Hencner, turysta, miłośnik wycieczek do Afryki
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Pobierowo - atrakcje na plaży

Travel  Banner 750 x 100

Pobierowo - atrakcje na plaży

Autorem artykułu jest katia81

Wymarzony urlop nad Bałtykiem to zazwyczaj spora porcja adrenaliny. Będzie sprzyjająca wypoczynkowi pogoda czy nie? Będziemy leżeć na plaży czy też szukać innego opcjonalnego sposobu spędzania czasu. Takie są uwarunkowania pogodowe nad polskim morzem, taki urok polskiego wybrzeża.
Można alternatywnie wybrać południową Europę albo bardziej egzotyczne rejony ze stuprocentową gwarancją pogody, niemniej jednak jak pokazują statystyki rośnie liczba osób, które nie wyobrażają sobie wakacji letnich gdzie indziej niż nad polskim morzem. Szczególna atmosfera, imponujące krajobrazy i rewelacyjne powietrze, to atuty które przemawiają za polskim wybrzeżem.

Problem opcjonalnego sposobu spedzania czasu w trakcie urlopu nad Bałtykiem dotyczy głównie osób przyjeżdżających na Pomorze z małymi dziećmi. One muszą mieć zajęcie i dobrze żeby był to aktywny sposób spędzania czasu. Dlatego też naprawdę warto jako destynację na urlop nad morzem wybierać bardziej znane kurorty wypoczynkowe, a nie małe nie mające nic do zaproponowania wioski nadmorskie. Doskonałym rozwiązaniem wydaje się być w tym przypadku Pobierowo. Trzeba jednakże pamiętać że pensjonaty, kwatery w Pobierowie to towar defizytowy, szybko znikają najlepsze oferty i dlatego noclegi w Pobierowie trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem.

Pobierowo wczasy nad morzemPobierowo to bardzo fascynujący, barwny i tętniący życiem przez cały czas od czerwca do wrześnie nadmorski kurort wczasowy z imponującą, szeroką i piaszczystą plażą. Miejscowość polecana jest zwłaszcza rodzinom z małymi dziećmi. Każdego roku bowiem na plaży działa projekt o nazwie Akademia Słońca, dzięki któremu nasze pociechy nie będą się nudzić, a ich rodzice będą mogli zostawić je pod fachową opieką animatorów i na jakiś czas oddać się kąpielom zarówno słonecznym jak i wodnym.

Akademia Słońca to nie jedynie plażowe miejsce rozrywki i atrakcji dla najmłodszych. Również dla dorosłych organizowane są liczne konkursy i turnieje, a także kursy i mini szkolenia udzielania pierwszej pomocy oraz wiele innych interesujących konkurencji urozmaicających wypoczynek na plaży. Wszystko to wydatnie podnosi standard spędzania wczasów nad morzem.

Również po zabawie na plaży w Pobierowie dzieci nie będą się nudziły. W centrum jest stacjonarny plac zabaw ogrodzony i bezpieczny, a wokół niego są rozstawione ławeczki dla opiekunów i rodziców. Wzdłuż ulicy Grunwaldzkiej, głównego deptaka Pobierowa, rozstawionych jest jeszcze sporo dmuchanych centrów zabaw oraz liczne skwery na których dzieciaki mogą się bawić.

Dla nieco starszych dzieci oraz młodzieży szkolnej, rekomendowane jest Centrum Sportu czyli boiska do gier zespołowych, korty, bieżnie lekkoatletyczne itp. Oprócz tego wypożyczalnie gokartów i rowerów. Jednym słowem Pobierowo to wielkie centrum wypoczynku i rozrywki. Jeżeli do tego dołożymy fantastyczne ciastkarnie i lodziarnie, w których można oddać się rozkoszom podniebienia to ośrodek Pobierowo przedstawia się jako najlepsze miejsce na rodzinne wakacje nad Bałtykiem.
---
pensjonaty i kwatery w Pobierowie
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

W krainie wojowników

TrovaOfferte Inverno 2011

W krainie wojowników

Autorem artykułu jest Darek Hencner

Okolice Durbanu w Republice Południowej Afryki są ojczyzną wojowniczego narodu Zulu. Podczas wycieczki do RPA postanowiliśmy poznać kulturę Zulusów i odczuć prawdziwą atmosferę tego miejsca.
Wschodnie wybrzeże Republiki Południowej Afryki słynie ze złotych plaż i ciepłych wód Oceanu Indyjskiego. Nic dziwnego, że wielu turystów przybywa prosto do Durbanu i rozpoczyna zwiedzanie z międzynarodowego lotniska imieniem King Shaka.
Jeśli poza odpoczynkiem na plaży chcesz poznać lepiej to fascynujące miejsce, polecam wyprawę na północ, mijając Wybrzeże Delfinów (Dolphin Coast), trochę dalej w głąb lądu – do ojczyzny słynnego Shaka Zulu.
Znajdziesz tam nasiąknięte krwią pola bitewne, wojowników uzbrojonych w dzidy i kilka mniej spotykanych zwierząt afrykańskich.
Zwiedzanie najlepiej rozpocząć od Siyaya Coastal Park, rozciągającego się wzdłuż linii brzegowej na długości 42 kilometrów od ujścia rzeki Umlalazi, daleko od szosy R66, ale wartego odwiedzenia.
Około jednego kilometra od Mtunzini, na północnym wybrzeżu prowincji KwaZulu-Natal, spotkasz dwa rezerwaty przyrody: 1 028 ha Rezerwat Umlalazi i 1 700 ha Rezerwat Amatikulu.
Ten pierwszy, otrzymał status obszaru chronionego w 1948 roku, spotyka się w nim chronionego palmojada (Gypohierax angolensis ) - padlinożerny gatunek jastrzębia.
Dobrze oznakowane piesze szlaki turystyczne przecinają lasy namorzynowe i łąki obok dziewiczych plaż. Po drodze możesz spotkać antylopy dujker i buszbok i kraby uca nazywane często krabami skrzypkami.
Jeśli zdecydujesz się na łowienie ryb lub narty wodne na lagunie, krokodyle i rekiny stanowią zagrożenie ale plaża zapewnia wyjątkowo duże możliwości na pływanie, surfing i wędkarstwo.
Dla tych, którzy pragną zostać na noc, rezerwat oferuje kabiny i kempingi, w przeciwnym razie możesz po prostu wykupić przepustkę dzienną.
Polecam lunch w sklepie z krewetkami (Prawn Shop), jeśli odwiedzasz rezerwat.
Podczas jazdy w głąb lądu trasą R66 w kierunku Eshowe, będziesz przejeżdżać obok pól bitewnych Gingindlovu i Nyezane z wojny pomiędzy Anglią z Zulusami. Wieś Gingindlovu, co tłumaczy się "połykacz słoni", założona została w połowie lat 1800. przez króla Zulu Cetshwayo po krwawej bitwie w której pokonał swych braci.
Bitwa pod Nyezane miała miejsce w tym samym dniu co bardziej znana bitwa pod Isandlwana, dnia 22 stycznia 1879. W Nyezane, jednak, Zulusi ponieśli klęskę, dzidy i tarcze nie miały szans z karabinami Brytyjczyków. W dniu 2 kwietnia 1879, Zulusi zaatakowali ponownie, tym razem pod Gingindlovu, i znów zmuszeni byli do odwrotu ze względu na siłę ognia z Gatling Gun. Granitowy pomnik obok szosy R66 zbudowano dla upamiętnienia poległych żołnierzy.
Miasto Eshowe jest stolicą Zululandu i jest doskonałą bazą wypadową do wielu atrakcji wzdłuż trasy R66. Przed wyjazdem warto będzie zarezerwować degustację piwa Zulu Blonde produkowanego w Zululand Brewing Company.
Mistrz browarnictwa Chennells Richard miał zaszczyt warzyć Zulu Blonde Ale w browarze Marstons w Wielkiej Brytanii dostarczanego do 800 pubów podczas międzynarodowego festiwalu piwa. Zostało ono uznane za najlepsze i sprzedane w pierwszym tygodniu 3 tygodniowego festiwalu.
Chennells został zaproszony ponownie do Wielkiej Brytanii do produkcji kolejnych 120 000 litrów piwa w browarze Everards w Leicester by zasilać lokalne puby podczas inauguracji Mistrzostw Świata w piłce nożnej w 2010 roku i powraca ponownie na JD Wetherspoon
Real Ale & Cider Festival w Marcu 2012.
Jeśli chcesz Degustować inne lokalne piwa odwiedź Happy George Pub w hotelu George, gdzie dostępne są Chelmsford Porter, Bull Horn Bitter, Jantoni Pale Ale (na cześć legendarnego białego wodza Zulusów Johna Dunna) i Ultimatum Pilsner.
Myślę jednak że lepiej powstrzymać się od piwa do czasu zwiedzenia Dlinza Forest Aerial Boardwalk.
Promenada ta zbudowana z drewna, biegnie 10m nad lasem, tuż poniżej canopy tour, przez 125 metrów przylądkowego lasu, na samym końcu jest 20m wysokości taras widokowy, ze wspaniałymi widokami panoramicznymi na wierzchołki olbrzymich drzew.
Dla tych, którzy chcą zwiedzać samodzielnie, powstały trzy trasy o różnym stopniu trudności wiodące przez milkwoods, gigantyczne umzimbeets i dzikie śliwy.
W Dlinza Forest spotyka się ponad 65 gatunków ptaków, w tym zagrożone
Spotted Ground-drozd, rzadki Eastern Bronze-naped gołąb, oraz 80 gatunków motyli.
Odwiedź Fort Nongqayi Museum Village, zbudowany w 1883 roku jako siedziba bosej policji Nongqayi.
Muzeum Historyczne Zululandu poświęcone jest historii tych terenów, natomiast
Vukani Zulu Cultural Museum posiada zbiór tradycyjnych i nowoczesnych rękodzieł Zulusów.
Dla osób pragnących poznać kulturę Zulu, istnieją opcje noclegów w Shakaland, lub nieco dalej,w Kwabhekithunga Cultural Lodge (znanym też pod nazwą Stewart Farm).
Ośrodek wybudowany podczas kręcenia filmu Shaka Zulu, Shakaland jest odtworzeniem Wielkiego Kraalu (domostwo Zulusów), z widokiem na Phobane Lake.
Zwiedzający mogą nocować w tradycyjnych chatach, wyposażonych nowocześnie i
doświadczyć wiele tradycyjnych obrzędów takich jak plemienne tańce, robienie ornamentów z korali, produkcja dzid i picie tradycyjnego piwa z sorgo.
W przeciwieństwie do Shakaland, Kwabhekithunga nie zbudowano z myślą o turystach, był to plemienny dom Mbhangcuza "Thomas" Fakude i jego rodziny. Mieszkańcy wioski zajmują się wyrobem tradycyjnych rękodzieł Zulu i zapewnieniem opieki i informacji dla turystów mieszkających w 23 chatach w stylu ula pszczelego.
Kontynuuj trasą R66, miń Melmoth, miasto z czasów gorączki złota aż dojedziesz do eMakhosini Ophathe Heritage Park, z 26 000ha z dziewiczych gór i dolin.
Rezerwat Ophathe jest częścią parku, spotyka się w nim zagrożone antylopy Oribi, nosorożce, bawoły, lamparty, hieny, żyrafy, zebry i kudu, zobaczysz także eMakhosini - Dolinę Królów. To właśnie tutaj urodził się Shaka i wielu innych wodzów Zulu, większość z nich spoczywa w dolinie. Zbudowany w 2003 roku, “Spirit of the eMakhosini Memorial” to olbrzymi kufel z brązu otoczony motywem rogów różnych zwierząt związanych z każdym z królów Zulu. Tutaj, jeden z tych królów, Dingane (który zamordował Shakę), zbudował swoją królewską rezydencję Mgungundlovu. Przebudowane na muzeum, upamiętnia miejsce, gdzie Dingane zamordował lidera Voortrekkerów - Piet Retief i jego towarzyszy, kiedy najpierw przekonał ich żeby odłożyli broń.
Z eMakhosini jedź dalej szosą R66 do Ulundi, miejsca ostatniej bitwy wojny anfielsko-zuluskiej, a Nongoma to siedziba obecnie panującego monarchy, Króla Goodwill Zwelithini.
Jeżeli przerażają cę te miejsca, jesteś za wrażliwy, jedź trasą R618 do najstarszego rezerwatu w Południowej Afryce - Hluhluwe-iMfolozi, słynącego z działań na rzecz ochrony nosorożców.
Zulu wioskaKról Zulu
---
Darek Hencner, turysta, miłośnik wycieczek do Afryki
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Wakacje last minute za granicą

TrovaOfferte Inverno 2011

Wakacje last minute za granicą

Autorem artykułu jest Jarus

Kiedy zastanawiamy się, gdzie w tym roku wybrać się na wakacje, z pewnością przychodzi nam w jednej chwili bardzo wiele pomysłów. Jednak wszystkie one są uzależnione od zasobności naszego portfela, jak również od terminu, w którym możemy sobie na taki wyjazd pozwolić.

Coraz częściej marzymy o wakacjach za granicą, ale wysokie ceny potrafią nas nieraz skutecznie odstraszyć. Jeśli jednak nie chcemy co roku jeździć na wczasy nad morzem w Polsce, powinniśmy poszukać w biurach podróży ofert last minute. Promocyjne ceny wycieczek bądź wczasów obowiązują dla kilku ostatnich osób chcących dołączyć do już zorganizowanej grupy. Jeżeli zatem nie mamy sprecyzowanego miejsca, do którego chcemy wyjechać, możemy postawić na odrobinę szaleństwa. Zazwyczaj bardzo korzystna cena tego typu ofert jednak rekompensuje niedogodności i praktycznie pakowanie się w jeden dzień. Z drugiej strony zdanie się na los też może być ciekawą przygodą – wycieczka do Wenecji czy też wakacje w Egipcie – ryzyko, że trafimy na coś, co nam się nie spodoba nie jest duże. Niestety czasem oferty reklamowane jako last minute wykorzystują to popularne hasło, ale tak naprawdę wcale nie są ofertami „na ostatnią chwilę”. Fraza ta jednak działa jak magnes i czasem klienci dają się nabrać, nie zwracając uwagi na to, że cena wcale nie jest okazyjna. Możemy oczywiście wybrać wakacje w Polsce w podobnej cenie, jednak każdy z nas z pewnością jest żądny przygód oraz zwiedzania innych państw. Nawet jeżeli miałoby się to wiązać z samotną podróżą z racji jednego wolnego miejsca last minute, warto zaryzykować i poznać smak wakacji za granicą, gdzie czekają na nas ogromne i wspaniałe zabytki oraz wiele innych atrakcji turystycznych. Innym sposobem na obniżenie kosztów są też tanie bilety lotnicze oferowane przez niektóre linie lotnicze. Tutaj jednak postępować trzeba odwrotnie, a więc rezerwacji dokonuje się nie na ostatnią chwilę, a z dużym wyprzedzeniem. Wtedy ceny mogą być wyjątkowo niskie, nawet od 1 zł. Zwykle zależy to od tego, na ile wcześniej jesteśmy w stanie zdecydować się na taki zakup.
--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl